Forum     Ryty tybetanskie Strona Główna

Listy życiem pisane

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Ryty tybetanskie Strona Główna -> Moje przemyślenia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tomek
Forum Admin



Dołączył: 28 Sie 2005
Posty: 495
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Skąd: U.K.

PostWysłany: Nie 13:07, 27 Lis 2005    Temat postu: Listy życiem pisane

Witajcie

Zamieszczam na prośbę Mariana Wasilewskiego kolejne teksty .
Jednostronna korespondencja pomiędzy Marianem W. a pisarką Aliną Zagólską
Wiele porównań i koncepcji splata sie w nich z głównym wątkiem odpowiedzi...

Sun's Son





Norwalk, dn. 26-go listopada 2005 r.

Niedawno otrzymałem (mailem) od Pani Aliny Zagulskiej dwa fragmenty jej książki "Opowieści o drodze do siebie". Jeden fragment ma tytuł "Jak umierać?", a drugi dotyczy przepływów energii (branie i dawanie energii). Pani Alina poprosiła o moją wypowiedź na te tematy. Nie chcąc naruszać praw autorskich nie mogę przekazać wspomnianych fragmentów książki. Pomyślałem jednak, że może zainteresują kogoś moje wypowiedzi, dlatego przytaczam je na Forum.

WYPOWIEDŹ PIERWSZA

Witaj Alu!
Z zainteresowaniem przeczytałem Twoje teksty. Widzę, że szukasz prawdy z twórczym niepokojem i nadzieją. "Szukajcie a znajdziecie" - nauczał Jezus. Chcesz poznać moją opinię "nie owiniętą w bawełnę". Nie mam jednak zbyt wielkiej wiedzy, ani brawury. To czym mogę podzielić się z Tobą z całym przekonaniem, są moje osobiste drobne doświadczenia.
Jak już pisałem na forum "Stwórców Skrzydeł" (chyba to czytałaś), że w wieku 35-ciu lat byłem poddany operacji chirurgicznej, podczas której chyba reanimowano mnie. Nie powiedziano mi o tym wprawdzie, ale bardzo wyraźnie pamiętam pewien moment. Mam zupełne przekonanie co do prawdziwości tego przeżycia. Znalazłem się w jakimś miejscu bez tła, otoczony białą mgłą, jakby rozrzedzoną parą wodną. Czułem się lekki i w jakiś sposób szczęśliwy. Szedłem powoli, a mgła się przerzedzała. Byłem przekonany, że za mgłą czeka mnie coś wspaniałego, ale nie wiedziałem co. W pewnym momencie usłyszałem ostry męski głos. Nie zapamiętałem słów, ale sens był taki: "zatrzymać go", po czym wizja się urwała. Po operacji nikomu nie zwierzałem się z tego przeżycia, ponieważ mój światopogląd w owym czasie był zdecydowanie materialistyczny i nie mogłem liczyć na czyjekolwiek zrozumienie. Jednak w krótkim czasie potem mój system wartości zaczął zmieniać się. Zacząłem też interesować się zjawiskami paranormalnymi, a w ślad za tym - wiedzą ezoteryczną.
Wówczas wydarzyło mi się coś bardzo niezwykłego. Z wielką wyrazistością przypomniałem sobie pewne wydarzenie. Było to przeżycie bardzo emocjonalne. Przebywałem w gronie jakichś bardzo przyjaznych osób, które gdzieś mnie odprowadzały, jakby w daleką podróż. Szedłem na czele niewielkiej grupy i świadomie zrobiłem krok w przepaść. W tym momencie chciałem się cofnąć, ale to mi się nie udało i zacząłem tracić przytomność. To było tak, jakby stopniowo urywały się nici łączące mnie ze światem. W czasie gdy to sobie przypomniałem (były to wczesne lata siedemdziesiąte) zaprzyjaźniłem się z astrologiem Romanem Szuterem (mieszkał w Świdnicy, koło Wrocławia). Był on obdarzony niezwykłą intuicją. Wyjaśnił mi, że przypomniałem sobie początek własnej inkarnacji.
Tyle osobistych, wewnętrznych przeżyć, jeśli pominę świadome śnienie, którego wprawdzie obecnie nie ćwiczę, ale zdarza mi się ono. Miewam także znaczące przejawy intuicji. Natomiast "zewnętrznie" obserwowałem zjawisko dermooptyki (czytanie palcami, bez dotyku) u Bogny, córki znanego ezoteryka Lecha Emfazego Stefańskiego. Nauczył on ją tego przy okazji eksperymentów z ociemniałymi dziećmi w Laskach pod Warszawą. W roku 1975-tym, na Kongresie Psychotroniki w Monte Carlo, zetknąłem się naocznie ze zjawiskiem psychokinezy (unoszenie wzrokiem piłeczki pingpongowej, wyginanie drutu miedzianego na odległość, itp.) Oglądałem także demonstrację aury ludzkiej na ekranie, w ruchu i w kolorach.
To jest wszystko co sprawdziłem osobiście. Reszta to "metafizyka", wiedza przejęta głównie od innych, z udziałem własnej intuicji. Nie będę więc "kruszył kopii" o jej prawdziwość.

Wracając do przekazanych mi Twoich publikacji muszę wyznać, że mam nieco inny pogląd na życie po śmierci. Urodziłem się wprawdzie i byłem wychowany w rodzinie katolickiej, ale w wieku młodzieńczym "zbuntowałem się" i zaraziłem się światopoglądem materialistycznym. Po późniejszym odrzuceniu materializmu mogłem nieco inaczej niż w dzieciństwie spojrzeć na sprawy duchowe.
W Twoim spisie literatury, która jest mi w większości znana, wymieniasz także książki Roberta A. Monroe'go. Nie wymieniłaś jednak jego ostatniej pozycji: "Najdalsza podróż". Prowadząc systematyczne badania różnych poziomów świadomości, także pośmiertnej, podaje on roboczą numerację tych poziomów. Po opuszczeniu świata fizycznego, na niższych poziomach przebywają ludzie, którzy nie wyzbyli się swoich silnych związków z życiem fizycznym. Oczywiście, nie może być mowy o piekle. Złoczyńcy trafiają do środowiska o podobnym do ich morale. Doznają cierpień, które za życia zadawali innym ludziom. W dalszym ciągu działa więc tam karma. Można by powiedzieć, że jest to coś w rodzaju religijnego czyśćca.
Ludzie opanowani silnymi namiętnościami lub nałogami ciężko przeżywają niemożliwość zaspokojenia tych namiętności. Ludzie religijni trafiają wreszcie do nieba. Każda wielka organizacja religijna ma swoje niebo. W ogóle struktura "zaświatów", do której wchodzi się po śmierci, jest zorganizowana przez człowieka, z udziałem istot o wysokim poziomie duchowym. W tym ujęciu trafienie do nieba, szczególnie przez jednostki obdarzone silną wiarą w dogmaty religijne, może na długo przyhamować ich dalszy rozwój duchowy. W tzw. czyśćcu przynajmniej funkcjonuje silne działanie "edukacyjne" karmy, a w niebie nie musi ona działać i nie ma kto człowiekowi otworzyć oczu na dalszy rozwój.
Zwróć uwagę co pisał Monroe o swoich pobytach w tzw. domu. W końcu przytłaczała go monotonność i stale powtarzający się scenariusz zdarzeń. Człowiek jest obdarowany Iskrą Bożą, ma naturę twórczą i dąży do ciągłego rozwoju, eksploracji. Według Monroe'a ludzie szukający za życia rozwoju duchowego trafiają na poziom 27-my, gdzie roztrzyga się ich dalszy rozwój.
Wybitny jasnowidz i rozwinięty duchowo pisarz szwajcarski Joseph Anton Schneiderfranken, używający swego imienia duchowego: Bo-Yin-Ra, w ubiegłym stuleciu wydał ponad 40 książek W dziele Księga Zaświatów opisuje szczegółowo życie po śmierci. Miejsca przebywania ludzi w "zaświatach", które wg Monroe'a można by ulokować poniżej poziomu 27-go, Bo-Yin-Ra nazywa Królestwami Przybrzeżnymi Świata Duchowego. Spośród wielu przekazów channelingowych bardzo ciekawy opis "zaświatów" podaje Judy Landen w niedawno wydanej w Polsce książce "Z tamtej strony". Natomiast Monroe, w książce "Najdalsza podróż", wskazuje na przejście swojej grupy duchowej przez "szczelinę", co może kojarzyć się z Wielkim Portalem, o którym mówi się w "Stwórcach Skrzydeł". Grupa Monroe'a, przed opuszczeniem Ziemi, chyba miała pewne trudności z wydobyciem niektórych swoich członków z Królestw Przybrzeżnych.

Tak więc Alu myślę, że Twój opis życia po śmierci jest zabarwiony ideami religijnymi. Mam na myśli, przede wszystkim, pominięcie Królestw Przybrzeżnych, może w obawie, aby nie zagubić nauk płynących z katechezy. Nie znaczy to oczywiście, że nie doceniam tych nauk. Są one przydatne i chyba niezbędne w życiu ziemskim.

Pytałaś mnie o nauki Nisargadatty Maharaja, który doznał wyzwolenia przez medytację nad mantrą Jestem. Mam parę książek o nim, także w tłumaczeniu na język polski, pod wspólnym tytułem "Rozmowy z mędrcem". Kładzie on nacisk na to, aby nie łączyć mantry "Jestem" z jakimkolwiek bliższym określeniem, np. jestem tym lub owym (także nie zastępować jej mantrą "Jam Jest", bo ma ona charakter osobowy). Chyba chodzi tu o bardzo głęboką koncentrację nad faktem istnienia. Czytałem w jakimś przekazie channelingowym, że człowiek ziemski może utrzymać całkowitą koncentrację na jakimś przedmiocie najwyżej przez kilkanaście sekund. Do wyzwolenia natomiast potrzebny jest czas kilkudziesięciu sekund. Może jest to tajemny klucz do materialnego pudełka w którym jesteśmy zamknięci. Być może przydatna by tu byla pomoc w postaci elekronicznego urządzenia pod nazwą biofeetback.
Natomiast w Tybetańskiej Księdze Śmierci (zresztą nie tylko tam) opisuje się pośmiertne spotkania z Miłującą Świetlną Istotą. Ponoć człowiek osiągnąłby zbawienie gdyby pojął, że tą Istotą jest on sam.

Alu, życzę Ci powodzenia w spotkaniu warszawskim i w ogóle wszelkiej pomyślności w życiu duchowym. O drugim Twoim tekście, dotyczącym energii, postaram się napisać następnym razem. Widzę jednak, że jesteś tam pod silnym wrażeniem książek James'a Redfielda.





WYPOWIEDŹ DRUGA
.
Witaj znów Alu!
Odnośnie do Twego tekstu dotyczącego przepływów energii dostrzegam, jak już wspomniałem, wpływ książek znakomitego amerykańskiego pisarza i psychologa Jamesa Redfielda, który być może jest również krzewicielem przekazów "Stwórców Skrzydeł" (patrz link <http://guciowm.republika.pl/FILOZOFIA.htm>, gdzie nad tłumaczeniem tekstu Wingmakers figuruje jego nazwisko, pisane pepitem). Chciałbym jednak zauważyć, że chociaż natura opisywanej przez Ciebie energii jest uniwersalna, to jednak jest ona nosicielem pewnych treści psychicznych i dlatego nosi miano energii psychicznej.
Człowiek, jako "nosiciel" Iskry Bożej, jest oddzielony od Źródła, Boga. Dlatego cała egzystencja człowieka jest "przesiąknięta" lękiem, jest on narażony na cierpienie. Lęk ten nie zawsze jest uświadamiany. Aby nie dręczył zbytnio człowieka - jest podświadomie "przykrywany" (maskowany) pozytywną energią kosmiczną, płynącą ze Źródła. Gdy energii tej zabraknie wówczas lęk dociera do świadomości człowieka.
Radość życia jest pancerzem, który utrzymuje lęk na uwięzi. Aby to zrozumieć wystarczy przyjrzeć się zabawom dzieci, euforii sportowców lub alpinistów odnoszących sukces, natchnionym twarzom muzyków w zespole orkiestry symfonicznej lub ludziom żyjącym w uniesieniu miłosnym.
Tu jednak należy "przystanąć". Człowiek pogrążony w niewiedzy o sobie, dotknięty egoizmem, odcina się od dopływu tej energii kosmicznej. Zaczyna, zazwyczaj nieświadomie, pasożytować. Odbiera energię ludziom z najbliższego otoczenia, członkom rodziny lub przyjaciolom (przejawia się to także w życiu społecznym).
James Redfield wymienia cztery główne strategie, którymi w procesie tym posługują się ludzie. Są to strategie: terrorysty, biedactwa, śledczego i zamkniętego. Nie opisuję bliżej tych strategii bo przypuszczam, że znasz je. Nie muszą one występować w czystej postaci, podobnie jak trzy podstawowe kolory mogą tworzyć całą paletę tęczy.
Zgadzam się z Tobą, że ta walka o energię kryje w sobie przyczynę wszelkich nieszczęść i cierpień, także na skalę społeczną.

Psychologia Głębi

Postaram się teraz pokrótce omówić, jak opisują przepływy energii psychicznej badacze Psychologii Głębi, a głównie twórca psychologii analitycznej C.G.Jung.
Wyobraźmy sobie psychikę człowieka jako geometryczną kulę. Człowiek zwykle nie bardzo interesuje się tym, co dzieje się wewnątrz tej kuli. Oczywiście doświadcza różnych uczuć i przeżywa emocje, ale są one związane głównie z wydarzeniami świata zewnętrznego, gdyż na świat zewnętrzny są skierowane jego zmysły. Celem pierwszej połowy życia jest zwykle zdobycie odpowiedniej pozycji społecznej, założenie rodziny i wychowanie potomstwa. Cała uwaga jest przy tym skierowana na świat zewnętrzny, a sprawy duchowe są także rzutowane na zewnątrz, przeważnie jako przeżycia religijne, uwierzytelnione katechezą. Natomiast druga połowa życia może służyć człowiekowi jako przygotowanie do opuszczenia świata fizycznego. Odbywa się to w procesie tzw. indywiduacji. Aby opisać ten proces musimy powrócić do owej kuli zwanej psyche.

Powierzchnia kuli odpowiada indywidualnej świadomości człowieka (samoświadomości). Zawiera ona w sobie pojęcie i odczucie "ja" (ego) oraz pamięć operacyjną, w tym język. Odbiera wrażenia zewnętrzne i wywołane nimi, pochodzące z wewnątrz psyche, uczucia. Posługując się pamięcią interpretuje owe przekazy w procesie myślenia.

Na pewnej głębokości, pod powierzchnią kuli, mieści się nieświadomość indywidualna. Jest ona oddzielona od powierzchni "zasłoną zapomnienia i niewiedzy". Jej "mieszkańcem" i administratorem jest rodzaj "komputera", autonomiczny obiekt psychiczny zwany "cenzorem". Cenzor zawiera w sobie "kodeks etyczny", ukształtowany warunkami społecznymi. Wszelkie przekazy wewnętrzne, głównie uczuciowe i emocjonalne, których nośnikiem jest energia psychiczna, są przejmowane i oceniane przez cenzora. Decyduje on o dalszym losie tych przekazów. Odsyła je na powierzchnię kuli, do samoświadomości, lub przechowuje w obszarze nieświadomości indywidualnej w pewnych "zbiornikach" zwanych kompleksami.
Kompleksy są standardowym budulcem nieświadomości indywidualnej. Posiada je każdy człowiek. Określają one charakter człowieka. Mają także pewne cechy autonomii psychicznej. Jeżeli są "przepełnione" energią wówczas mają tendencję do "wyrzucenia" tej energii na zewnątrz z pominięciem cenzora i samoświadomości. Proces ten nazywa się projekcją psychiczną.

Głębsze warstwy psyche zawierają nieświadomość zbiorową. Jej "budulcem" są archetypy. Można by powiedzieć, że archetypami są kompleksy charakteryzujące gatunek ludzki, a nie pojedynczą osobę. Archetypy powstają w trakcie filogenezy pokoleń.

W centralnej części psyche mieści się pewien szczególny archetyp zwany Jaźnią. Jung nazywa Jaźń obrazem Boga w człowieku. Jaźń, jak słońce, jest źródłem energii emitowanej na całą psyche. Energia ta przenika archetypy "zabarwiając się" ich treścią i dociera do cenzora. Cenzor kieruje ją do samoświadomości lub przechowuje w kompleksach, zależnie od zgodności owego "zabarwienia" z kodeksem etycznym. Można by uznać że Jaźń jest Iskrą Bożą w człowieku. "Cząstką" Boga przenikającą w sposób wirtualny do psyche i zmierzającą do zjadnoczenia ze Źródłem (Stwórcą) poprzez zebranie doświadczenia przejawieniowego.

Rozpoczęcie procesu indywiduacji polega na zwróceniu uwagi samoświadomości (ego) na zjawiska wewnętrzne w psyche. Pierwszym krokiem jest zwykle "rozpakowanie" (doświadczenie i zrozumienie) "archetypu cienia". Dokonuje się to przez znaczące sny lub wizje, dzięki którym człowiek zaczyna dostrzegać i przeżywać skutki działania pewnych "mechanizmów" swego życia wewnętrznego. Wyczuwa także "ciemne strony" swego charakteru.

Następnym "słupem milowym" jest "rozpakowanie archetypu animus - anima". Archetyp ten jest związany z rozdzieleniem płci. W warunkach życia społecznego człowiek płci męskiej od dziecka doświadcza braku akceptacji w nim, przez innych ludzi, cech żeńskich. Cechy te przenikają przez kurtynę zapomnienia i niewiedzy i przedostają się do nieświadomości zbiorowej tworząc (w procesie filogenezy) "archetyp animy". Podobnie osoba płci żeńskiej tworzy "archetyp animusa". Tak więc każdy mężczyzna ma w sobie swój obraz kobiety (animę) oraz każda kobieta ma w sobie swój obraz mężczyzny (animusa). Dla każdej osoby jest to idealna "druga połowa jabłka", najlepiej przystosowana do jej cech osobistych.
Jeżeli np. mężczyzna poznaje kobietę w której się zakochuje, wówczas "rzutuje" na nią swój obraz kobiety (swoją animę) i dostrzega jedynie pozytywne cechy kochanej kobiety. Przekazuje to swojej wybrance, a ona zwykle temu nie zaprzecza. Dopiero po pewnym czasie oboje partnerzy zaczynają dostrzegać różniące ich cechy charakterów i zgłaszają wzajemne pretensje, co czasem doprowadza do zerwania związku. Nie zdarza się to w przypadku, jeśli obie osoby mają rozpakowany "archetyp animus - anima". W przypadku opisu podanego przez Jamesa Redfielda w "Niebiańskiej przepowiedni" nie doszło do związku głównego bohatera z dziewczyną o imieniu Charlene, bo nie rozpakowali oni jeszcze owego archetypu.

Kolejnym "słupem milowym" jest rozpakowanie przez mężczyznę archetypu "starego mędrca", a przez kobietę archetypu "matki natury". Wiąże się to z przypływem do samoświadomości wielkiej mądrości i zrozumienia prawdy, a także z uzyskaniem pewnych władz parapsychicznych. Zatrzymanie się na tym etapie rozwoju może jednak pchnąć człowieka w sferę działań nieetycznych. Rudolf Steiner opisuje ten stan jako spotkanie z Drugim Stróżem Progu, w którym człowiek podejmuje ostateczną decyzję o dalszym swoim losie.

Wreszcie ostatnim etapem indywiduacji jest "rozpakowanie" archetypu "Jaźni". Jest to przeżycie niesamowite, z niczym nieporównywalne. Jest to oświecenie, zachwycenie, samadi, satori lub jak kto woli nazwać. Samoświadomość, ego, przestaje być podmiotem poznającym. Funkcję tę przejmuje Jaźń. Stan taki jest wspominany w różnych źródłach ezoterycznych i religijnych jako nie dający się opisać mową ludzką. Człowiek staje się wszechobecny, wszechwiedzący, wieczny i szczęśliwy. Czas trwania tego stanu nie daje się określić, pozostawia jednak trwałe skutki do końca życia człowieka.

Wyzwolenie

Chciałbym jeszcze powiedzieć o energii zaczynając od Podstawowego Prawa Rozdwojenia wszystkiego co istnieje (czyli "Prawa Binarnej Polaryzacji"). Zgodnie z tym prawem we wszelkim przejawieniu powszechnie występują dwa przeciwstawne sobie bieguny, przy czym jeden z tych biegunów jest aktywny, a drugi pasywny. Biegun aktywny ma coś, co można by nazwać inwencją twórczą (narzuca bytowi sposób bycia).
Istnieje niewyobrażalna przez człowieka, nie dająca się zgłębić intelektem, niezmienna, pozaczasowa substancja zwana Duchem. Duch generuje (kreuje) "Pierwotną Dwójnię": świadomość i materię. Oba elementy tej Dwójni są ze sobą komplementarnie związane, nie mogą istnieć oddzielnie. Wszystkie jednak cechy świadomości są przeciwstawne (są zaprzeczeniem) do cech materii. I odwrotnie, wszystkie cechy materii są przeciwstawne (są zaprzeczeniem) do cech świadomości. Przejawia się więc Prawo Jedności Przeciwieństw, które z założenia jest nielogiczne w świetle logiki dwuwartościowej: prawda - fałsz.
Elementarną postacią materii jest chaotycznie przejawiona energia (pramateria). Jej głównymi cechami są: czas, przestrzeń, ruch, brak wszelkiej inwencji i inteligencji.
Świadomość, jak już wspomniano, posiada cechy przeciwstawne do cech materii, a więc: bezczasowość (istnieje poza czasem), bezprzestrzenność (nie zajmuje przestrzeni), inwencja twórcza i inteligencja. Poznając cechy materii i tworząc ich przeciwstawienia dochodzimy do "kopalni" wiedzy o cechach świadomości.

W komplementarnym związku świadomości z materią - świadomość nadaje materii formę. Opanowuje energetyczny chaos i według własnej inwencji buduje cząstki elementarne, atomy, pierwiastki i coraz bardziej skomplikowane formy. I tu napotykamy kolejne zjawisko, niepojęte w obszarze naszej dwuwartościowej logiki: świadomość identyfikuje się z utworzonymi przez siebie formami. Tym samym przejawia swoją naturę jako jednocześnie jednościową i mnogą, gdyż cechą form jest ich mnogość (w wiedzy ezoterycznej mówi się, że świadomość emanuje z siebie monady). W procesie rozwoju form świadomość stopniowo "osłabia" swoją identyfikację z formą. Daje to początek życiu i człowieczeństwu.
Zmianę (dezintegrację) formy świadomość traktuje jako utratę swojej egzystencji. Jest to sprzeczne z jej poczuciem własnej wieczności (pozaczasowości). Stąd rodzi się napięcie, trwoga i cierpienie.

W świetle powyższego zrozumiałe wydają się nauki Nisargadatty Maharaja, że wyzwolenie można osiągnąć przez medytację nad mantrą Jestem. W grę wchodzi tu zdolność do koncentracji, która sprowadza samoświadomość człowieka do poziomu "czystej świadomości" (świadomości kosmicznej). Na tym poziomie pojawia się zdolność do kreacji przedmiotów i procesów materialnych według własnej wyobraźni i woli.

Chcę tu przytoczyć wypowiedź Zbigniewa Jana Popko w publikacji Wyzwolenie, str. 115 (wydawnictwo "Oliwie", chyba 2005 rok. Nie rozumiem dlaczego nie podano roku wydania. Czyżby to były manipulacje komercjalne wydawcy? Nie ma także copyright, tak jak by to nie była oryginalna praca autora):
"Koncentracja to silnie kreatywne spojrzenie na siebie poprzez pryzmat materialnej i duchowej rzeczywistości. To umiejętność manipulowania energią na poziomie materii i ducha. Wypracowane w tym celu techniki są bardzo proste, bardzo szybkie i bardzo skuteczne. A techniki Huny zdecydowanie prostsze, zdecydowanie szybsze i zdecydowanie skuteczniejsze od możliwości Jogi, której prawdziwym obszarem zainteresowania jest rozwój duchowy, a nie kształtowanie materii według własnego uznania. Mówiąc "rozwój duchowy", mam raczej na myśli usilne dążenie do osiągnięcia stanu oświecenia.
Medytacja daje wgląd, pozwala wiele zrozumieć, chociażby przez sam fakt zapoznania się z jej założeniami, ale nie potrafi wyręczyć koncentracji w kształtowaniu naszej fizycznej rzeczywistości. Tu i teraz jest tylko nasza obecność, nasz ból i nasza miłość. Medytacja to jedna z wielu form zdobywania wiedzy, bez której można się obyć. Koncentracja to coś więcej niż tu i teraz: choć nie sięga kresu poznania, dopasowuje ramy świata do naszych wyobrażeń. Modyfikuje materię i światy tajemne. Jest potężna i niebezpieczna, a jej właściwe zastosowanie wprowadza często nieodwracalne zmiany. To ona zmienia aktywnie treść życia, to ona potrafi wydobyć z nieszczęścia i ona wreszcie może sprowadzić kataklizm.
Oczywiście aspekt duchowy jest wspólny obu tradycjom. W Hunie bazuje on na poziomie egzystencjalnej zborności wewnętrznej, takiego rozumienia aktywnej istoty człowieka, która - zawracając go ze złej drogi - umożliwia mu dokonywanie twórczych zmian w otoczeniu. Nie ma tu miejsca ani czasu, przynajmniej na początku, na bezwzględne podporządkowywanie życia wyższym ideałom, które stanowią główny nurt dociekań systemów Jogi. Dążenie człowieka do stawania się lepszym jest dla Huny tak naturalne, iż nie poświęca ona temu zagadnieniu zbyt wiele miejsca. Człowiek jest z natury dobry, a jeśli czyni zło, to powinien to zrozumieć i naprawić. Prędzej czy później stanie się mądry i potężny. Krótko i rzeczowo. I jakże zgodnie z prawem moralnym w zaświatach."

Od siebie chciałbym dodać, że nie bardzo przekonuje mnie ślepe zapatrzenie w dobroć natury człowieka. Gdyby w pełni tak było to nie istniałoby zło. Zdobycie władzy nad materią dla wielu ludzi stanowi zbyt wielką pokusę, chociaż Jose Silva utrzymuje, że w stanie mózgu alfa człowiek nie potrafi postępować nieetycznie. Osobiście - nie śpieszę się do uzyskania władzy. Chyba nie będzie ona potrzebna, w każdym razie - nie dla celów osobistych. Ufam, że spokojne kroczenie obraną drogą prowadzi w kierunku Celu. Ponadto dostęp do świadomościowych relacji kosmicznych można chyba osiągnąć przez stosowanie rytuałów i różnych metod magicznych, aczkolwiek i w tym względzie głównym czynnikiem skuteczności jest zdolność do koncentracji, w oparciu o twórczą wyobraźnię.

Marian Wasilewski


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marian Wasilewski
Poszukujący Drogi
Poszukujący Drogi



Dołączył: 20 Lis 2005
Posty: 110
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Skąd: USA

PostWysłany: Śro 18:01, 13 Gru 2006    Temat postu: Listy życiem pisane

Zgłaszam się dziś aby uprzejmie zawiadomić o otwarciu mojej skromnej strony internetowej: [link widoczny dla zalogowanych] . Stronę tę zaprojektował i zainstalował Kinddevil, uczestnik tego Forum, za co mu gorąco dziękuję. Bez jego pomocy nie mogłoby to nastąpić już teraz. Przyznaję, że z techniką komputerową, w ostatnich latach, pozostaję nieco w tyle.

Niestety, w dziale związanym z "Nieznanym Światem" są zawarte powtórzenia tekstów już zamieszczonych na Forum. Zdarzają się także powtórzenia w innych miejscach. Chciałem się jednak do pewnego stopnia uniezależnić od Forum.

Jeszcze nie załączyłem niektórych pozycji bibliotecznych. W przyszłości chciałbym także zamieścić pracę Andrzeja Łobaczewskiego "Ponerologia polityczna", jeśli autor wyrazi na to zgodę. Osoby zainteresowane tą pozycją mogę poinformować, że można ją jeszcze nabyć w księgarni internetowej: [link widoczny dla zalogowanych] .

Składam serdeczne życzenia świąteczne i noworoczne, wszelkiej pomyślności, Wszystkim Uczestnikom Forum.

Marian Wasilewski


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Marian Wasilewski dnia Nie 13:18, 14 Sty 2007, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marian Wasilewski
Poszukujący Drogi
Poszukujący Drogi



Dołączył: 20 Lis 2005
Posty: 110
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Skąd: USA

PostWysłany: Sob 20:38, 13 Sty 2007    Temat postu:

Poniższy post był już raz zamieszczony. Poprzednio wycofałem go w celu drobnego uzupełnienia. Przepraszam, MW. Przy okazji uprzejmie zawiadamiam, że na mojej stronie internetowej zamieszczono już książkę Psychiczne źródła komunizmu.

MEANDRY ŻYCIA

Ktoś kogoś przeklinał słowami: obyś żył w ciekawych czasach. Chyba właśnie teraz żyjemy w ciekawych czasach, a dla wielu są naprawdę ciekawe. Nie znaczy to, że są nieczuli na cierpienie, którego wydaje się być coraz więcej, szczególnie w ostatnim półwieczu. Proszę wybaczyć, że pisząc ten tekst dość mocno zahaczę o niektóre sprawy polityczne w Polsce, aby jego treść związać z bieżącym życiem.

Mówi się, że Stwórca nie poskąpił darów dla swego dzieła. Człowieka obdarzył przecież osobowością, wolą, sprawnym ciałem, bogactwem uczuć i emocji, inteligencją, wyobraźnią, zasobami Planety i Bóg wie czym jeszcze. „Poskąpił” jednak prawdy, wiedzy o sobie. Ten skarb nakazał zdobywać samemu. Widocznie taki jest Jego Plan Stworzenia.

Jak widać, aby zdobyć wiedzę o sobie, człowiek musi być „przeszkolony”. Nasza Planeta jest gigantyczną szkołą. Metoda nauczania jest poglądowa. Gdy człowiek błądzi – cierpi. Wszak Jezus powiedział: ... poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. (Jan 8/32).

Chyba głównym kierunkiem w poszukiwaniu prawdy jest opanowanie pragnień związanych z osobowością, jest zrozumienie siebie jako „Jedność w Wielości i Wielość w Jedności” (słowa W. Witkowskiego), a narzędziem do tego jest jednocząca miłość. Słowa te można by chyba uznać za motto do ostatniej corocznej medytacji organizowanej przez miesięcznik Nieznany Świat pod hasłem: UWOLNIĆ PRAWDĘ.

Tyle wymądrzania (na wstępie), które dla wielu nie jest niczym nowym. Zastanówmy się jednak nad osobą ludzką. Zarówno ciało fizyczne jak psychika i umysł są genetycznie zorientowane na przetrwanie. Ciało instynktownie unika zagrożeń. Psychika reaguje podobnie, walczy lub ucieka. Jedynie umysł, władając myślą i wolą, zachowuje się nieco inaczej. Ale i w tym przypadku sprawą nadrzędną jest ochrona „ja”, ego. Na naszym szczeblu rozwoju - myśleniem włada głównie język. I właśnie językiem posługuje się umysł do ochrony ego.

Słowa, zwłaszcza rzeczowniki abstrakcyjne dotyczące przeżyć wewnętrznych, tworzą się tak, aby zamaskować binarną polaryzację pojęć i tym samym ułatwić racjonalizację psychiczną nieetycznego, egoistycznego postępowania.

Gdzieś już pisano o dwubiegunowości pojęcia, któremu przyporządkowano słowo „sprawiedliwość”. Biegun pozytywny jest nacechowany ufnością, ofiarnością i wybaczaniem, a biegun negatywny – odwetem, zemstą i zawiścią. Tym dwóm biegunom nie przyporządkowano jednak oddzielnych, operatywnych słów, gdyż utrudniałyby życie przeciętnemu człowiekowi. Nie są mu potrzebne. Podobnie jest z pojęciem „miłość”. Nie ma słów odróżniających miłość ofiarną, jednoczącą - od miłości egoistycznej, która łatwo przemienia się w zazdrość, gniew i nienawiść.

Ta nieuświadamiana zazwyczaj dwoistość znaczenia słów tworzy „przestrzeń psychiczną” w której zdobywa się wiedzę o sobie. Pozwala dokonywać racjonalizacji psychicznej która, obok innego, nieuświadamianego procesu, projekcji psychicznej, stanowi „chleb powszedni” dzisiejszego człowieka.

Wydaje się, że nie ma w tym nic szczególnego i że świat powinien stale poprawiać się. Może by tak było, gdyby pod tym kotłem piekielnym nie palił diabeł. Duch wytapia się jak szlachetny kruszec z rudy w piecu hutniczym, w którym paliwem jest cierpienie. Jest ono podtrzymywane przez niewielki odsetek ludzi dotkniętych określonymi dewiacjami psychicznymi. Nie są oni zdolni oderwać się od wspomnianych, negatywnych biegunów. Mają wyredukowany rezonans uczuć wyższych i sugestywnie oddziałują na innych. Gdy to nie wystarcza – jesteśmy „dosmucani” wojnami i klęskami żywiołowymi.

Warto zatrzymać się nad tymi dewiacjami psychicznymi. Badania naukowe w tej dziedzinie nie są popularne. W czasie drugiej wojny światowej i krótko po wojnie prowadziła je utajniona grupa psychologów i psychiatrów w krajach obozu sowieckiego. Szybko jednak została wytropiona i zlikwidowana przez władze komunistyczne. Pozostał przy życiu najmłodszy adherent tych prac, Andrzej Łobaczewski, który przekroczył już osiemdziesiątkę. Badaniom nadał nazwę PONEROLOGIA – nauka o złu. Dotychczas jednak nie zdołał ich opublikować w żadnym znaczącym wydawnictwie naukowym. Mam egzemplarz części jego pracy wydanej prywatnie i próbuję nakłonić autora, by zamieścił ją w internecie. Teraz wspomnę o jednej z owych dewiacji:

Uszkodzenia międzymózgowia, które stanowi ośrodek regulacyjny pracy mózgu, a także utrzymuje tonus hamowania w korze mózgowej, bywają przyczyną jednego z rodzajów charakteropatii. Ośrodek ten jest wrażliwy na agresje bakteriologiczne. Łobaczewski tak charakteryzuje tę dewiację:

(U takich ludzi) ... proces myślenia przebiega szybko, ale z obniżoną dokładnością. Bardzo łatwo spychają z pola świadomości skojarzenia niewygodne i przechodzą do wypowiedzi para-logicznych. Bywają skłonni do wyznawania różnych, niezbyt dojrzałych ideologii. Co obmyślą w ciągu bezsennych nocy, rano rzucają na papier z paranoidalnym poczuciem genialności. Są asteniczni i na co dzień bywają łagodni, ale rzeczową krytykę przyjmują z urazą, czasem reagując epitetami pod adresem krytyka. O jednym z cięższych przypadków tego typu tak pisał Wasylij Grossman: ” ... był zawsze delikatny i miękki, uprzejmy. A jednocześnie cechowała go niezmącona ostrość, bezwzględność i brutalność wobec przeciwników politycznych. Nigdy nie dopuszczał możliwości, że mogą oni mieć minimalną słuszność, lub że on sam może choć trochę nie mieć racji”.

Wiele wskazuje na to, że nosicielem opisanej tu charakteropatii był Lenin. Osoby takie znajdują rozległe pole działania gdy warunki życia, jak w ówczesnej Rosji, są trudne.

Innym przykładem może być dzisiejsza sytuacja w Polsce, gdzie po upadku władzy komunistycznej szerzy się korupcja, słabną uczucia patriotyczne i w ogóle jest dużo powodów do narzekania. Pisze o tym Waldemar Łysiak. Człowiek ten, w okresie dwóch ostatnich dekad, wydał około czterdziestu książek. W ostatnich latach dysponuje środkami na profesjonalne, luksusowe wydania. Powołuje się na liczne wydarzenia historyczne oraz z dziedziny kultury i sztuki (najczęściej bez szczegółowych odnośników). A jednak w treści jego pisarstwa przeważa generalna krytyka wszystkiego. Ściąga do swego poziomu wszystko co go przerasta. Zwykle stawia osoby godne najwyższego uznania między łajdaków (stary, propagandowy chwyt ubecki). Na przykład pisze:

Kościół polski przetrwa ... (Różne na niego) ataki są bowiem „tylko” zagrożeniami zewnętrznymi. Dużo groźniejsza jest „piąta kolumna” w nadwiślańskim Gmachu Bożym – silna frakcja dywersantów („liberałów” vel „reformatorów”) wśród książąt Kościoła, torpedująca hierarchię patriotyczną i mająca wielkie nagłośnienie medialne. Wszystkie te Tichnery i Pieronki gadające językiem masonów i libertynów ... („Stulecie kłamców”str. 215).

Są stawiane liczne zarzuty o defraudację międzynarodowej pomocy finansowej – kierowane m. in. wobec takich sław jak Bujak, Kuroń czy Janas, (j.w. str.230. Nie widziałem natomiast wzmianki o defraudacji, przez osoby podległe o. Rydzykowi, pieniędzy pochodzących ze zbiórki na ratowanie Stoczni Gdańskiej. MW).

Powie ktoś: przecież Chopin i Wojtyła (a nawet Wałęsa) są znani całemu światu! Tak, lecz jest bardzo wątpliwe czy Chopin zyskałby światowy rozgłos, gdyby nie był dzieckiem francuskiej krwi i francuskiej kultury; Jana Pawła II nienawidzi dużo większa część ludzkości (Żydzi, muzułmanie, hinduiści, protestanci, prawosławni, wszelcy sekciarze) niż ta która go kocha i szanuje; Wałęsa jest symbolem buntu antykomunistycznego tylko dla nieświadomych cudzoziemców ... (j.w. str. 233).

Antykomuna uczyniła dużo, aby zmitologizować płk. R. Kuklińskiego (który jako agent CIA zadał komunie ciężki prestiżowy cios), tymczasem okazało się, że jego przyjaciel i pełnomocnik nad Wisłą, J. Szaniawski, to wieloletni kapuś, który od czasów studenckich pracował dla SB i WSW ... (j.w. str. 234).

Popiełuszkę zamordował KGB, rękoma swoich zbirów. Rozkazy zdążył wydać jeszcze Andropow. Czyli Kreml i Łubianka. Czyli Moskwa. Czyli Rosja. A największym marzeniem wielkiego aktora i turysty, papieża globtrottera, było odwiedzić Rosję. Starał się o to uporczywie przez cały swój pontyfikat, pilnie bacząc, by czymkolwiek nie wkurzyć Rosji. Choćby kanonizacją zamordowanego przez Rosję księdza. („Najgorszy”, str. 170). W innym miejscu zarzuca Janowi Pawłowi II, że opóźniał kanonizację ks. Popiełuszki z zawiści, by rodak nie okazał się lepszy od niego.

Wyznaję, że nie mogłem więcej tego czytać, a przedstawione tu cytaty, którymi brzydzę się, podaję ze względu na ludzi młodych, dla których te wydarzenia są już historią, którą, jak widać, można aż tak, po orwellowsku zakłamywać.

Warto tu wspomnieć także o psychopatach. Psychopaci, inaczej niż charakteropaci, wolą działać z ukrycia. Idealnym miejscem dla nich są tajne służby. Wprost humorystyczne było szumne rozwiązanie w Polsce Wojskowych Służb Informacyjnych, przy czym okazało się, że nie kompletowano tam ewidencji zatrudnienia, a więc nie było kogo rozwiązywać. Można przypuszczać, że praca tych służb w dużym stopniu polegała na gromadzeniu tzw. „haków” w celu szantażowania ludzi, głównie pełniących funkcje państwowe i społeczne. A więc nadal mogą sprawowć „ukrytą władzę” posługując się strachem.

Godna szczególnej uwagi jest inna sprawa. Normalnie człowiek, przechodząc przez szkołę życia, rozwija swoją świadomość, zaczyna mocniej dostrzegać owe pozytywne bieguny pojęć. Wiem co mówię, bo doświadczyłem tego na sobie.

Michnik czy Kuroń przeżyli wewnętrzną przemianę (nie mylić z oportunizmem lub populizmem). W związku z tym byli prześladowani. A ilu obecnych luminarzy politycznych uaktywniło się dopiero wtedy, gdy stało się jasne kto zwycięży i że nie ryzykują? Także Jaruzelski i Kiszczak nie są tymi samymi ludźmi co dawniej. A w Ewangelii – nawet św. Paweł był kiedyś prokuratorem ścigającym chrześcijan (pomijając już przypowieść o synu marnotrawnym, którego, po jego powrocie, ojciec umiłował nade wszystko, bo chyba właśnie dla takich jak on ustanowiono tę ziemską szkołę życia; drugi, przyzwoity syn, nie musiał przechodzić tej ciężkiej lekcji, dlatego też był zwyczajnie traktowany przez ojca).

Jeszcze inną sprawą jest taktyka działania politycznego. Na przykład niekwestionowany w Polsce autorytet, Józef Piłsudski, był posądzany o współpracę z wywiadem austriackim. Później należał do socjalistów, głoszących ideologię komunistyczną. Wreszcie, po zwycięstwie, wiarygodnie oświadczył, że „jechał czerwonym tramwajem jedynie do stacji Niepodległość”.

Organizując Okrągły Stół działacze Solidarności zrozumieli, że warunkiem sukcesu jest oddzielenie ludzi omamionych ideologią (kłamliwie opartą na humanitaryźmie, a nie na miłości bliźniego) od psychopatów i zwyrodnialców. To nie było łatwe, ale okazało sie skuteczne.

Kościołowi Katolickiemu po II Soborze zarzucano, że zmienił swój stosunek do Sowietów, że potępia ich mniej niż przed Soborem. A przecież chodziło o to, żeby Kościół zaczął lepiej dostrzegać w ludziach Jaźń, Iskrę Bożą, a nie tylko zaślepienie ideowe. Przypomnijmy także słowa ks. Jerzego Popiełuszki: „Ja walczę ze złem, a nie z jego ofiarami”.

Na zakończenie chciałbym zachęcić osoby, które nie miały okazji zapoznać się z dziełami Rudolfa Steinera, aby przeczytały jego Kronikę akaszy. Ten genialny austriacki jasnowidz, aktywny i wszechstronny działacz społeczny, przedstawia proces tworzenia i rozwoju życia we Wszechświecie. Mówi w jaki sposób Duch kształtuje materię. W procesie rozwojowym część nienadążająca zostaje oddzielona, aby część postępowa mogła nadal rozwijać się. Wynika to z binarnej polaryzacji bytu, jako podstawowego prawa rozwoju. Materia nieożywiona wyłoniła świat roślinny, a sama, w swej przeważającej masie, niejako „stwardniała”. Podobnie ze świata roślinnego wyłonił się świat zwierzęcy, a następnie pojawił się człowiek. Człowieka czeka z kolei dalszy rozwój, do którego nieuchronnie prowadzi globalizacja na naszej Planecie.

Marian Wasilewski
2006-12-31


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Ryty tybetanskie Strona Główna -> Moje przemyślenia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group, modified by MAR
Inheritance free theme by spleen & Programosy

Regulamin